Od 2004 roku, czyli od momentu gdy postanowiłem rozstać się z szatami mnicha i zdecydowałem założyć rodzinę, wytrwale dążyłem do tego by zostać zawodowym dealerem walutowym. Studiowałem, uczyłem się, uczęszczałem na kursy, handlowałem na kontach demo, handlowałem na realnych kontach, testowałem dziesiątki strategii, pracowałem nad psychologiczną stroną tego zawodu, nauczyłem się języka programowania MQL4, zacząłem tworzyć i współtworzyć automatyczne systemy transakcyjne. Mówiąc krótko każdą wolną chwilę poświęcałem forexowi.

Jaka motywacja skrywała się przez cztery ostatnie lata mojego życia za tym całym wysiłkiem? Po pierwsze posiadanie własnego biznesu, do powstania którego potrzebny jest jedynie komputer z dużym ekranem albo dwoma dużymi ekranami, niezawodne łącze internetowe oraz to co znajduje się między moimi uszami. Po drugie perspektywa DUŻYCH zarobków oraz chęć osiągnięcia kompletnej niezależności i wolności finansowej.

Czy udało mi się to osiągnąć? Poniekąd. Mój ostatni test na realnym koncie, trwający od początku kwietnia do końca czerwca 2008 zakończył się pozytywnym wynikiem. Procentowy zysk z początkowego wkładu wynosił w przybliżeniu: -6% za kwiecień, +10% za maj, +5% za czerwiec. Zatem po czteroletnich trudach udowodniłem sobie że potrafię wziąć tego “byka” za rogi i zbyt mocno się przy tym nie pokaleczyć (w sensie straty oczywiście). Wygląda na to że pewne rzeczy są do przewidzenia na tym dzikim rynku i że można pewną wiedzę obrócić w zysk.

Cztery ostatnie miesiące odpoczywałem od forexu. Był to czas by zastanowić się “co dalej”, by pomyśleć nad dalszym planem. Jakie są powody by kontynuować tą działalność? A może są jakieś powody dla których warto tą działalność zaniechać? Choć wyniki finansowe zachęcają by robić to dalej, to mimo najszczerszych wysiłków nie znalazłem żadnych innych poważnych powodów by kontynuować tą działalność.

Jakie są zatem minusy pracy tradera? Jest ich znacznie więcej niż plusów. Napięcie i stress są pierwszymi powodami przemawiającymi na niekorzyść zajmowania się tym biznesem. Te siły oddziaływały na mnie zbyt mocno. Uzmysłowiłem sobie że cena jaką płacę jest zbyt wysoka dla mnie i członków mojej rodziny.

Umysłowe wyalienowanie jest drugim skutkiem ubocznym. Przez kilka, a nierzadko kilkanaście godzin dzienne mój umysł był pochłonięty jedynie matematyką, statystyką, analizą danych, oczekiwaniem. Potrafię to robić non stop przez tydzień, dwa, miesiąc, może nawet dwa miesiące, jednak po trzech miesiącach przekształcania mojego umysłu w maszynę kalkulacyjną, analizującą potencjał i prawdopodobieństwo zysku lub straty stwierdziłem, że to jest dla mnie zbyt wiele.

Czy dwa przedstawione powyżej powody są wystarczające by rezygnować z zyskownego biznesu, zwłaszcza, że ostatnie cztery lata były wypełnione pełnymi pasji przygotowaniami do wypłynięcia na szeroką wodę? Przecież stresem i przymusowym zawężeniem horyzontów umysłowych można sobie jakoś poradzić – czyż nie?

Zastanawiałem się co zrobić aby ta praca była bardziej przyjemna, relaksująca, mniej stresogenna? Jak ponownie wkroczyć na arenę, znów chwycić byka za rogi i tak bardzo się przy tym nie eksploatować? Pojawiały się jakieś rozwiązania. Można połączyć siły z innymi traderami i rozłożyć napięcie i wysiłek na dwóch, albo na trzech. Pojawiały się możliwości zarabiania jako szkoleniowiec. Można również czerpać zyski jako deweloper automatycznych systemów. Znalazło by się pewnie jeszcze kilka innych opcji wykorzystania nabytych umiejętności, jednak wszystkie z nich bledną przy ostatnim i ostatecznie decydującym powodzie, dla którego zdecydowałem się raz na zawsze zapomnieć o foreksie.

Trzecim i największym minusem są wątpliwości etyczne. Ten powód wyrósł jako ostatni i jest najbardziej decydującym ze wszystkich. Krzywda jaką moim zdaniem współczesny, wszechobecny, “demokratyczny” system bankowy wyrządza dla ponad 95% populacji ludzkiej na świecie jest przeogromna. Bez wątpienia praca na forexsie kłóci się z moim głęboko zakorzenionym pragnieniem wnoszenia działalnością wkładu dla dobra całej ludzkości. Spędzając całe dnie przed komputerem próbowałem przewidywać ruchy rekinów finansowych, którzy swoimi transakcjami rzeczywiście powodują zmianę ceny w jedną bądź drugą stronę, i podłączyć się do nich. Spekulacja, spekulacja i jeszcze raz spekulacja. Rekiny finansowe spekulują jakie posunięcie na giełdzie pomnoży jeszcze bardziej ich kapitał a ja spekulowałem w którą stronę zamierza popłynąć większość tych rekinów. Rezultat tej całej spekulacji jest taki, że najbogatsi stają się jeszcze bogatsi (nie wnosząc żadnego wymiernego dobra dla świata) a biedni stają się jeszcze biedniejsi. Zdecydowałem że nie chcę już w tym uczestniczyć.

Ktoś może powiedzieć – “Koleś, późno się obudziłeś! Przez cztery lata uczyłeś się jak to robić a teraz gdy czas zgarniać zyski wycofujesz się z tego, bo kłóci się to z twoją etyką? Nie mogłeś wpaść na tą etykę trochę wcześniej?”

To prawda, późno się obudziłem. O tym jakiego rodzaju zło i “demokratyczne” manipulacje stoją za forexem i całym systemem bankowym wiedziałem już od 3 lat, gdy przeczytałem książkę Margrit Kennedy pt. “Pieniądz wolny od inflacji i odsetek” (darmowy pdf do pobrania tutaj). Nie wycofałem się jednak wtedy, gdyż byłem przekonany że “Cel Uświęca Środki”. Myślałem sobie że mimo wszystko nauczę się tego, będę kulturalnie, sprawnie i systematycznie zgarniał kasę a następnie wykorzystywał ją do pożytecznych celów.

W sierpniu mój wewnętrzny głos sumienia zaczął dawać mi pierwsze sygnały, bym jednak z tego mimo wszystko zrezygnował, bym o tym zapomniał, bym zajął się czymś innym i już nigdy nie wracał do forexu. Nie było łatwo mnie przekonać. Świadomość toczyła walkę z podświadomością. Mało tego ta walka toczy się nawet teraz gdy piszę te słowa. Ale z końcem tego właśnie akapitu już się zakończy :)

Wczoraj wieczorem czytałem na głos dla żony i starszego syna fragmenty “8. Nawyku” Stephena Coveya. To co przeczytałem zmobilizowało mnie bym napisał tego posta właśnie teraz, a nie dopiero, aż przyjdzie na niego kolej (moja lista tematów do zgłębienia i opisania jest długa i wciąż rośnie). UWAGA – cytuję Coveya:

“Sumienie uczy nas, że cele i środki są nierozerwalnie ze sobą związane, że cele w rzeczywistości zawierają się w środkach”.

No i wszystkie moje dylematy związane z forexem prysły! Nie mam już wątpliwości. W następnym zdaniu Covey cytuje Kanta:

“Środki wykorzystywane do osiągnięcia celów są równie ważne jak same cele”.

Czytam Coveya bardzo uważnie od dłuższego czasu i nigdy nie byłem i wciąż nie jestem w stanie sprzeciwić się jakiemukolwiek akapitowi z jego książek. Ten koleś jest dla mnie po prostu Wielkim Nauczycielem. Ponadto moje sumienie całkowicie zgadza się z tym co on pisze. Wcześniej pragnąłem aby pieniądze zarobione na forexie wykorzystywać dla celów korzystnych dla dobra całej ludzkości, teraz już jestem pewien że taki pomysł do złudzenia przypomina plan otwarcia rzeźni po to tylko, by zdobyte w ten sposób pieniądze przeznaczać na propagowanie wegetarianizmu.

Wnioski: Cel nie uświęca środków. Cel staje się taki sam jak środki za pomocą których został osiągnięty. Cel i droga do celu są tej samej natury. Jeżeli Celem jest spokój, spełnienie, radość, to czy droga do tego celu nie jest po to by uczyć spokoju, spełnienia, radości? Dlaczego na drodze do spokoju i harmonii miałby się znajdować stres, lęk i niepokój?

Nie ma już zatem forexu w moim życiu ale została strona internetowa WhiteForex.com. Myślę o tym aby przekształcić ją w forum. Chciałbym pisać o kulisach systemów bankowych i handlu walutami oraz ostrzegać młodych i jeszcze naiwnych inwestorów przed oszustwami i oszustami. Zobaczymy jak będę stał z czasem i co z tego wyjdzie. Tak czy inaczej domena jest wykupiona na następne 3 lata. Niech coś na niej wisi.

czytaj także: